Górki i Dołki Dolnego Śląska

Blog podróżniczy o Dolnym Śląsku

Odarty z godności i piękna – pałac w Brzezince

Pałac w Brzezince, październik 2019 r.

Kończąc naszą, październikową wizytę na Dolnym Śląsku postanowiliśmy jeszcze „rzutem na taśmę” odwiedzić jedną „perełkę” – pałac w Brzezince. Po minięciu Wrocławia, przejechaniu malowniczego mostu Rędzińskiego, jadąc trasą S8 w kierunku Warszawy na wysokości Oleśnicy trzeba odbić z głównej drogi. Od momentu zjazdu z autostrady do dotarcia do pałacu mija około kwadransa – to niespełna 10 kilometrów. Jezdnia jest dość wąska, jak przystało na drogi lokalne, jednak mimo tego jest w dobrym stanie pod względem nawierzchni i co najważniejsze nie ma na niej prawie wcale ruchu.

Jest słoneczny, jesienny, ciepły dzień, zbliża się południe. Parkujemy samochód blisko zabudowań przypałacowych. Wysiadamy niespiesznie z samochodu, „uzbrajamy się” w aparaty, kaski i latarkę. Wita nas unoszący się w powietrzu wszechobecny fetor… Budynki przy których zaparkowaliśmy okazały się być chlewniami. Na szczęście pałac stoi kilkadziesiąt metrów dalej i mamy nadzieję, że nie przyjdzie nam oglądać go w takiej nieświeżej atmosferze. Wchodzimy w chaszcze, które otaczają budowlę. Są naprawdę gęste i ledwo widać przez nie zarys budynku. Musimy podejść bliżej. Wreszcie docieramy.

Pałac budowany w latach 1725-40, jego właścicielami była rodzina von Kospothów. Za projekt odpowiadał wrocławski architekt Johann Blasius Peintner. W skład całego założenia wchodziły prócz pałacu również park, spichlerz i dom zarządcy z pierwszej połowy XVIII wieku. Całość w dobrej kondycji dotrwała do czasów wojny. 

Bezpośrednio po niej w 1945 r., z niewielkimi uszkodzeniami posiadłość trafiła w ręce PGR. Regularnie rozkradana przez miejscowych, w 1949 r. z pałacowego ogrodu znika ponad 30 barokowych posągów antycznych bogów i dekoracyjnych wazonów. Okazało się, że zostały dostrzeżone z Warszawy i tam finalnie powędrowały. Do dziś osiemnaście posągów stoi w parku królewskim w Wilanowie, a rzeźbione wazony niszczeją pod gołym niebem na osiedlu Szwoleżerów w otoczeniu blokowiska z wielkiej płyty. Paradoksalnie, dzięki temu „szabrowi” dzieła sztuki przetrwały do dziś. Gdyby zostały w Brzezince prawdopodobnie uległyby zniszczeniu, lub zupełnie zniknęły.  W 1961 i 1973 roku pałac poddano drobnym pracom zabezpieczającym, a w 1989 roku jego nowy właściciel rozpoczął nawet większy remont, jednak po zawaleniu się części stropów zrezygnował z jego kontynuacji. W tej chwili pałac jest ruiną.

Będąc o kilka metrów od murów pałacu, przed wejściem głównym stoją wysunięte nieco przed budynek dwie pary kolumn. Po obu stronach wejścia zachowały się też w niezłej kondycji Atlanty. W ścianach znajdują się ogromne, pozbawione stolarki, puste otwory okienne.

Zaglądamy przez nie i wchodzimy do środka. Ściany pomieszczeń w przytłaczającej większości pozbawione tynków. Są jedynie „gołe” cegły. Pozostały resztki kominków, gdzieniegdzie trwają jeszcze fragmenty ozdobnych sztukaterii. Zamiast podłóg klepisko. Tylko w kilku pomieszczeniach zachowały się betonowe, osadzone na stalowych szynach stropy – to najprawdopodobniej ślady prowadzonych tu w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych prac zabezpieczających. Dziś wnętrze pałacu to obraz nędzy i rozpaczy. Tylko dzięki wyobraźni, fragmentom zdobień i ornamentów, które ocalały, możemy namalować sobie obraz pałacu z czasów jego świetności. 

Przechadzamy się z jednego pomieszczenia do drugiego, każde z nich ma przynajmniej jeden kominek, to samo na kondygnacji wyżej. Dzięki temu, że nie ma stropów „system ogrzewania wnętrz” widać to jak na dłoni. 

Spoglądając w górę widzimy ażurowe deskowanie dachu, przez które w słoneczny dzień przeciskają się promienie słońca. Ponieważ nie ma na nim dachówek czy choćby papy deszcz i śnieg mogą swobodnie przedostawać się do środka co przyspiesza proces degradacji. Kierujemy się w stronę sali głównej, największego pomieszczenia w pałacu z którego kiedyś wychodziło się do pałacowego parku. Widzimy w nim pozostałości kominków, w sumie aż cztery! Tylko w tym pomieszczeniu, pod nogami można zobaczyć skrawki posadzki, która kiedyś tu była. 

Wychodzimy do parku. Nad wyjściem wspaniały kartusz z herbami rodowymi. Sam park w stanie opłakanym, praktycznie nie widać już alejek, fontanny i w ogóle myśli, która przyświecała architektowi tworzącemu to założenie. Wszystko pochłonięte przez krzaki i chwasty. Bujna roślinność skutecznie zaciera ślady przeszłości. Wychodzimy z parku przez bramę widmo, której resztki symbolicznie nas żegnają z przeświadczeniem smutku i żalu, że tak piękna niegdyś posiadłość podzieliła los innych równie pięknych pereł Dolnego Śląska. 

Polecam serdecznie odwiedzić to miejsce, póki jeszcze istnieje. Na pewno nie pożałujecie. Nas zachwyciło!

Poprzedni

Tajemnice wciąż czekają!

2 Komentarze

  1. Freelancer949

    Tak, też mam takie wrażenie, że za 10 lat nawet tych resztek dawnych perełek architektonicznych już nie będzie można obejrzeć. Podobnie stało się z pozostałościami artefaktów z czasu II Wojny Światowej w Górach Sowich, Kamiennej Górze, Wałbrzychu, Piechowicach i wielu innych miejscach. My jeszcze zdążyliśmy to zobaczyć, sfilmować, utrwalić na zdjęciach ale dziś po 15-20 latach nie ma już tego co mamy na zdjęciach

    • Michał

      To prawda. Żałuję, że Dolny Śląsk pojawił się w mojej głowie tak późno. Ale dobrze, że w ogóle 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyright © Michał M. Janicki | Użycie zdjęć lub tekstów bez zgody autora zabronione | WordPress & Theme by Anders Norén

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
error: Zawartość chroniona!