Górki i Dołki Dolnego Śląska

Blog podróżniczy o Dolnym Śląsku

Tajemnice wciąż czekają!

Ludwikowice Kłodzkie, październik 2019 r.
Czerwiec.

Letni, upalny dzień w Ludwikowicach Kłodzkich rozpoczął się nieopodal ruin starej elektrowni. Spacerując betonową droga, biegnącą równolegle do tzw. „placu fabrycznego”, mijamy magazyny z grubymi, żelbetowymi stropami na których rosną niewielkie drzewa. Ciężko zliczyć które to już nasze odwiedziny tego miejsca, będącego wciąż zagadką. Zdumiewa skala i trud, które zadali sobie projektanci i wykonawcy budowli znajdujących się u podnóża góry Włodyka. Różnej maści budynki magazynowe, bunkry, umocnione betonowymi ścianami oporowymi drogi dojazdowe, betonowe schody prowadzące donikąd, cała masa studzienek technicznych i kanałów odwadniających. Zwykła elektrownia z tak niezwykłym otoczeniem. 

Zostawiamy za sobą solidne budynki magazynowe i zbliżamy się do miejsca oddalonego od nich o jakieś 300 metrów, gdzie kilka lat wcześniej odkryliśmy studzienkę do kanału z płynącym wewnątrz strumieniem. Uregulowany w ten sposób, bezpiecznie przepływa pod całym placem fabrycznym. Będąc w środku zobaczyliśmy łukowate sklepienie i ceglane ściany, a w nich osadzone kamionkowe rury o różnych średnicach. Co ciekawe, rury w większości łączyły się z kanałem od strony góry, w której wnętrzu podobno znajdują się nieznane do dziś pomieszczenia i korytarze. Te i inne, podobne hipotezy powstały zapewne w wyniku zbliżonych do naszych obserwacji terenu i rozbudowanej w okolicy infrastruktury techniczno-hydrologicznej.

Zaczynamy kręcić się po przyległym do betonowej drogi terenie. Jesteśmy tu już któryś raz, więc nie spodziewamy się niczego nadzwyczajnego. Ojciec schodzi ze skarpy po której biegnie droga. Ja dla odmiany idę lekko pod górę, na zbocze Włodyki, gdzie z ziemi częściowo wystaje podłużny, cylindryczny bunkier. W trakcie podchodzenia słyszę: „Michał, chodź zobacz! Tego chyba wcześniej tu nie widzieliśmy?” Schodzę. Po drodze, mijam „betonówkę” i kilka metrów niżej widzę przewrócone drzewo, którego korzeń odkrył fragment czegoś. Jesteśmy już we dwóch przy ceglanej ścianie odsłoniętego niechcący pomieszczenia. Ponieważ nie zakładaliśmy szczegółowej eksploracji tej okolicy, nie mamy ze sobą żadnej latarki, która w tej chwili przydałaby się do oświetlenia wypełnionego wodą wnętrza. Mamy za to aparaty fotograficzne! Użyjemy flesza i może na zdjęciu zobaczymy co się w nim kryje. Strzelamy pierwsze zdjęcie – nieostre. Druga próba przynosi ostrą fotografie na której wyraźnie widać betonowe pomieszczenie o lekko łukowatym stropie, wypełnione wodą. Pomieszczenie ma na oko długość 6-7 metrów, zorientowane jest w kierunku betonowej drogi lub jak kto woli w stronę Włodyki. Znalezionym, długim patykiem, ustawionym pionowo, mierzymy głębokość wody wypełniającej pomieszczenie. Zdecydowanie powyżej pasa. Wszystko układa się nie tak jak powinno… Ten czerwcowy wyjazd nie przewidywał eksploracji podziemnej i nie mamy ze sobą woderów, dzięki którym moglibyśmy próbować wejść do środka. Zdjęcie nie pokazuje jednoznacznie, że pomieszczenie kończy się ślepo. Kąt pod którym fotografowaliśmy nasze odkrycie nie pozwala stwierdzić tego jednoznacznie. A inaczej ustawić aparatu po prostu nie ma jak. Może w głębi, po lewej stronie, znajduje się jakaś odnoga i niewidoczny ciąg dalszy? Nie dowiemy się tego dopóki tam nie wejdziemy…

Pełni nadziei i podnieceni dzisiejszym odkryciem, spekulujemy: jeśli to pomieszczenie ma swój ciąg dalszy to dokąd może prowadzić, jak głęboko w zbocze góry może sięgać? Może gdybyśmy tam dziś weszli, udałoby się dojść do pomieszczeń, których nikt od ukończenia wojny jeszcze nie widział? To dopiero byłoby super! 

Wracamy do samochodu zaparkowanego niedaleko sławnej „Muchołapki”. Idąc, rozważamy możliwość ponownego, tym razem, październikowego wypadu w Góry Sowie. Obiecujemy sobie spakowanie woderów, kasków, latarek i podjęcie drugiej próby dostania się do tajemniczego wnętrza. Plan wydaje się być całkiem realny. 

Październik.

Nastała górska, malownicza jesień. Prognozy pogody zakładają słońce i temperatury w okolicach 19 stopni Celsjusza. Ma być przyjemnie. Wyjeżdżamy na kilka dni, ale tym razem z pełnym eksploracyjnym ekwipunkiem. Oczywiście głównym punktem programu jest odkryte w czerwcu pomieszczenie na zboczu Włodyki. W drodze pojawiają się pytania. Czy jeszcze będzie? Czy nikt nie znalazł? Czy uda się nam wejść do środka? Czy wody nie będzie za dużo i oczywiście czy będzie odnoga i dalszy ciąg w głąb?

Przyjeżdżamy późnym wieczorem, a poranek ma przynieść odpowiedź na wszystkie pytania zadawane sobie od miesięcy. 

Zapowiada się przyjemny dzień. Słońce wygląda zza chmur, a temperatura dobija całkiem sprawnie do 15 stopni. Ruszamy w drogę ku kolejnej przygodzie. Po kilkunastu minutach jazdy i kolejnych marszu, jesteśmy już przy zwalonym drzewie. Całość wygląda podobnie jak wtedy w czerwcu, kiedy byliśmy tu ostatnio. Z jedną różnicą – wszędzie mnóstwo żółtych liści, szczelnie przykrywających podłoże. Zaglądamy do środka pomieszczenia i… Nie ma wody! Jest kompletnie sucho. Czyżby dar od losu? Włączamy latarki i naszym oczom ukazuje się ceglana ściana, wymurowana prawie na początku pomieszczenia – skutecznie zamyka nam dojście do wnętrza. Szlag by to trafił! Ktoś musiał być przed nami, zadał sobie trud spuszczenia lub odpompowania wody, zgromadził cegły, zaprawę i postawił nam tamę na eksplorację. Rozczarowanie, złość, rozżalenie to określenia, które oddają nasze samopoczucie po dokonaniu tego odkrycia. Światełko w tunelu zgasło! Ściana jest solidna i skutecznie blokuje jakikolwiek manewr odkrywczy. Porażka… Na pocieszenie zostaje świadomość, że nie wszystko w tej okolicy zostało odkryte. Mamy też nauczkę, że na każdy wyjazd trzeba brać cały sprzęt, bo nigdy nie wiadomo kiedy może się przydać.

W tej sytuacji chciałoby się napisać: Tajemnice wciąż czekają, spieszmy się je odkrywać, tak szybko je zamurowują…

Poprzedni

Wycieczka z historią w tle

Następny

Odarty z godności i piękna – pałac w Brzezince

1 Komentarz

  1. Szlag! Kim są Ci, którzy nie pozwalają zgłębić i może wyjaśnić labiryntu pomieszczeń w masywie Włodyki. Co lub kto nimi kieruje? Kilka lat temu penetrowaliśmy część podziemnych pomieszczeń u podnóża Włodyki, wtedy jeszcze zalanych wodą. Dziś jest tu trasa turystyczna, którą przeszliśmy z przewodnikiem oprowadzającym przyjeżdżających tu ludzi ciekawych wojennej historii Ludwikowic Kłodzkich. Czemu jednak dzierżawca/-y dopuścili do zamknięcia – być może – jedynego ujawnionego przez zwalone drzewo korytarza? Może można było idąc nim dostać się do pomieszczeń opisywanych przez pracujących tu w czasie wojny robotników przymusowych i potwierdzić ich relacje? Ktoś zadbał by pozostawały (te relacje świadków tamtych dni) nie wyjaśnione, by stały się mitem… Szkoda…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyright © Michał M. Janicki | Użycie zdjęć lub tekstów bez zgody autora zabronione | WordPress & Theme by Anders Norén

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
error: Zawartość chroniona!